GODZINA W – POWSTANIE WARSZAWSKIE. Dar Mazowsza Wisła.

„W Powstaniu Warszawskim 1944 brali udział i zdeklarowani przeciwnicy tej akcji, przekonani o jej szkodliwości i nieuniknionej klęsce, nie licząc na żadną pomoc z zewnątrz, świadomi jednak nieodwołalności całej rzeczy, jej psychologiczno-fatalistycznych uwarunkowań. A jednak ludzie ci, w pełni świadomi dookolnych rządów absurdu, nie dezerterowali, lecz walczyli do ostatka. Nie liczyli na zwycięstwo, jednakże walczyli tak, jakby na nie liczyli. Kierował nimi inny imperatyw niż materialna nadzieja – znalazło to swój wyraz nawet w tak pesymistycznym filmie jak Eroica Munka. Podobny zresztą motyw daje się odnaleźć w granej u nas angielskiej sztuce Sheriffa Kres wędrówki. W sztuce tej oficer angielski z I wojny, potępiający krwawy absurd wielomiesięcznych pozycyjnych walk we Flandrii, nie odmawia dowodzenia w beznadziejnym wypadzie z okopów na ziejące ogniem niemieckie linie. Nie odmawia wykonania rozkazu, który otwarcie wobec swych przełożonych określa jako bezcelowy i zbrodniczo absurdalny, nie odmawia, gdyż jak powiada, „odmówić nie wypada”, gentelman tego nie robi. A więc motywacja oparta na materialnej nadziei zostaje tu zastąpiona motywacją innego rzędu, innego „porządku”. Nie chodzi o cel, chodzi o sposób postępowania. „Ja bym tego rozkazu nie wydał – mówi oficer – ale skoro już został wydany, ja go tak czy owak wykonam, taki jest porządek życia, jego nakazów”. Pierwszy wybiega z okopów i pierwszy ginie – bohater mimo woli, bohater wbrew przekonaniu, pozbawiony wpływu na to, że wypadki są nielogiczne, chociaż świadomy tego, lecz bynajmniej przez to nie osłabiony.” <Stefan Kisielewski>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *